Ważnna InformacjaSzanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.
[x] zamknij
zamknij i nie pokazuj tego komunikatu ponownie [x]

Nasi partnerzy

Bornholm-Kołobrzeg lato 2011 bez asekuracji

 

Siedząc w namiocie podczas któregoś z zimowych spływów wpadliśmy na pomysł zrealizowania wyprawy Bornholm-Kołobrzeg bez asekuracji.

Jak daliśmy sobie radę? Przeczytajcie.....

 


Pomysł aby przepłynąć z Bornholmu do Kołobrzegu urodził się podczas któregoś z zimowych spływów na których bywamy częściej niż latem. W zimie mamy po prostu więcej czasu na przyjemności. Decyzja zapadła, że popłyniemy latem i zrobimy to bez asekuracji.

 

Ryzykowna decyzja. Szykując się do wyprawy zrobiliśmy wszystko aby się zabezpieczyć przede wszystkim komunikacyjnie. Wyposażyliśmy się w radio morskie UKF, nadajnik ratunkowy SPOT oraz GPS. Dodatkowo zabraliśmy race świetlne i pławy dymne. Przygotowania sprzętowe szły pełną parą i wczesnym latem byliśmy gotowi do akcji. Trzeba było teraz zsynchronizować nasze urlopy. Najważniejsze żeby je dopasować do pogody. Okazja nadarzyła się w lipcu. Zabukowaliśmy bilety na prom Jantar plus miejsca na nasze kajaki. Zdziwienie wywołał fakt, że mamy bilety tylko w jedną stronę. Poruszenie wśród załogi było nie małe gdy wyjaśniliśmy, że płyniemy samotnie i nikt nie będzie nam towarzyszył. Na szczęście dla nas pogoda była idealna. Po starcie o 7 rano katamaranem Jantar, czterech i pół godzinach rejsu znaleźliśmy się na Bornholmie. Rozładunek kajaków i krótka odprawa która polegała na obwęszeniu przez psiaka celnego nas oraz sprzętu i byliśmy wolni:).

 

Pognaliśmy wreszcie nad dok gdzie miejsce pozwalało na start i zaczęliśmy pakowanie. Biorąc pod uwagę, że podróż zaplanowaliśmy bez jednostki asekuracyjnej mieliśmy sporo pakowania. Kajaki (EMOTION 505 i EXPEDITION 565) znakomicie nadawały się do takiej eskapady. Obszerne luki bagażowe, schowki, siatki pokładowe i olinowanie pomogło nam zapakować spory ekwipunek bez większego wysiłku. Po spakowaniu zaprogramowaliśmy GPSa i według niego ustawiliśmy kierunek na busoli. Co okazało się błędem bo dane latarni Kołobrzeg mieliśmy błędne i tak je wklepaliśmy. Zmylił nas dystans 98,3km bo się zgadzał, ale GPS prowadził nas bardziej na wschód. Drugim błędem było niewystarczające zabezpieczenie mapy morskiej (zmyła ją fala) i ślepa wiara w nawigację gps. Bez mapy na pokładzie zdaliśmy się tylko na GPSa, który nie posiadał wbudowanej mapy. Wystartowaliśmy o godzinie 14. Zaraz po wyjściu z portu w Nexo Bałtyk przywitał nas dość sporą falą 3-4B i południowo-wschodnim wiatrem, które nie sprzyjały naszemu płynięciu.

Ster w Emotionie sprawdzał się idealnie, kajak trzymał kierunek jak zamurowany. Ja płynąc z Andrzejem na Expedition wprowadzałem sterem korekty na bieżąco. Po 20 kilometrach zrobiło się całkiem nie ciekawie. Wiatr wzmógł się dość poważnie i spotkaliśmy się z zapowiadanymi jego porywami do 10m/s. Trzeba przyznać, że dość mocno nami targało, a płynięcie przerwaliśmy na 30min przeczekując najgorsze chwile. Po godzinie 20 wiatr zaczął zmieniać kierunek na południowo-zachodni i wyraźnie słabł. Co pozwoliło nam się odprężyć wiosłując swobodnie wkierunku Polski. Kilkuminutowe przerwy planowaliśmy po każdej godzinie wiosłowania. Na uzupełnianie płynów, małe przekąski i chwilę zadumy nad bezkresem otaczającego nas morza:)

 

Po przekroczeniu dystansu 50km było już tylko z górki i z każdą godziną bliżej celu. W nocy mijaliśmy statki rybackie w niewielkich odległościach. Płynąc oświetlonymi kajakami nie byliśmy obiektem ich zainteresowań. Zdziwił nas fakt ile jednostek mijaliśmy w środku nocy na pełnym morzu. Dodatkowo wyposażeni w radio UKF mogliśmy w każdej chwili skontaktować się z innymi wodniakami. Morze w nocy było dla nas bardzo łaskawe, wynagradzając chyba trudy startu. Fale były łagodne a wiatr osłabł 2m/s. Po rozświetlonej księżycem nocy nastawał wschód słońca. O trzeciej nad ranem zatrzymaliśmy sie na dłuższa chwilę bo wschód był najładniejszy jaki widzieliśmy w życiu. Następnie włączyliśmy 5 bieg i wiosłowaliśmy szybciej, korzystając z flauty na Bałtyku.

Gdy GPS wskazywał 35km do Kołobrzegu coś nam przestało pasować. Zauważyłem, że mimo soboty nie ma wokoło nas żadnej jednostki pływającej. Najczęściej są to wędkarze, żaglówki i kutry rybackie. Po 7 rano zamiast zobaczyć w okolicach wypływający z Kołobrzegu Jantar usłyszeliśmy w oddali tylko jego charakterystyczne silniki diesla. Kontynuując zadany kurs nadal nie widzieliśmy lądu. Który z pokładu kajaka powinniśmy już zobaczyć. Zaczęła się dyskusja, że teraz coś na pewno jest nie tak.... Mimo że dookoła oprócz tafli wody nikogo nie było widać to przez UKF-kę wywołaliśmy na kanale 16 statek handlowy z prośbą o podanie naszej pozycji i odległości do Kołobrzegu. Kapitan handlowca był bardzo zdziwiony że nadajemy z kajaków i dopytywał się skąd wypłyneliśmy. Zanim podał odległość do celu dopytywał się jak się czujemy, czy jest ktoś ranny i czy potrzebujemy pomocy. Odpowiedzieliśmy, że wszystko ok, mamy zapas wody, jedzenia i nie ma potrzeby innej pomocy jak podanie koordynatów kursu. Podał nam odległość na Kołobrzeg 18mil !!!

 

Uznaliśmy, że po 22 godzinach płynięcia i dystansie 110km nie damy rady walnąć kolejnych 34km i poprosiliśmy o namiar po najkrótszej linii na brzeg. Okazało się że najbliżej mamy do Gąsek (20km) ale zanim poda nam kurs prosi nas o czekanie na pozycji. Po 10 minutach potwierdził naszą pozycję i powiedział: " proszę nie ruszać się z pozycji, statek ratunkowy Szkwał z Kołobrzegu już w drodze"!!!!!! No to klops. Tu kończy się nasza podróż kajakowa. 20km od brzegu, 34km od Kołobrzegu. Zostało nam durne 20km żeby dokończyć podróż. Byliśmy załamani i wściekli.......
Zanim dopadł nas statek Szkwał na miejsce dopłynęła łódź straży granicznej. To się będzie działo pomyśleliśmy. Kapitan łodzi zapowiedział, że decyzja co z nami będzie należy do ratowników SAR a później mamy zostać do jego dyspozycji. Po kilku minutach załoga podpływającego Szkwału zapytała jakiej pomocy potrzebujemy. Odpowiedzieliśmy, że koordynatów na Gąski i chcemy płynąć dalej.
Oni na to, że dostali wyraźny sygnał ratunkowy od kapitana handlowca, że potrzebujemy pomocy i nie ma opcji na takie rozwiązanie.

 

Zaprosili nas grzecznie na pokład swej wodnej rakiety i po przymocowaniu kajaków i opatuleniu ich dziesiątkami szmat z zapasów ratowniczych ruszyliśmy pełną parą na Kołobrzeg. Ten kawałek kursu musiał wyglądać nieźle na wykresie ze SPOTa.
Kajaki pędzące 30 węzłów na Kołobrzeg. W statku Szkwał jak i później w bazie SAR-u w porcie zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci i poczęstowani herbatą z cytryną. Czekało nas jeszcze tylko przesłuchanie przez Straż Graniczną. Na nasze szczęście chorąży Piotr okazał się bardzo przychylnym nam człowiekiem i skończyło się na sporządzeniu protokołu z kontroli naszych kajaków, które wypadło oczywiście wzorowo. Kończąc opowieść i podsumowując: wewnętrznie mamy poczucie niedosytu, że zabrakło nam do końca przysłowiowej kropki nad "i". Też jesteśmy dumni, że udało nam się przepłynąć cały Bałtyk bez asekuracji zdając się tylko na siebie.

 

Do służb nie mamy pretensji, po rozmowach z ratownikami dowiedzieliśmy
się, że kapitanowi handlowca wydawało się, że ktoś kto przepłynął Bałtyk kajakiem musi już prawie umierać z wysiłku;) I dlatego wezwał pomoc wbrew naszym odmowom. Z perspektywy czasu teraz byśmy kategorycznie odmówili wejścia na pokład. Jednak na tamtą chwilę
zmęczenie i obecność funkcjonariuszy SG i ratowników SAR zrobiło na nas dość spor wrażenie.
Jeśli chodzi o sprzęt jaki zapewnił nam AQUARIUS KAYAKS to możemy tylko powiedzieć tyle: kajaki bardzo stabilne, a przy tym szybkie i bardzo pakowne. Idealne do pływania po dużych akwenach. Zapewniające komfort i dające dużo frajdy z pływania. Spore kokpity dały nam wygodę podczas 22 godzin wiosłowania. Idealnie sprawdziły się na dużej fali jak i w spokojnym pływaniu. Sprzęt zdecydowanie najwyższej klasy, możemy tylko polecać i zachwalać:)

PS. na tym na pewno nie koniec naszej przygody z Bałtykiem

Dziś już zaplanowaliśmy następną przygodę:) zima już niedługo


Tomek, Andrzej i Konrad (ZAŁOGA TEAMKAYAK2)